40 lat minęło: Świat dziś nie do wyobrażenia!

Przed 40 laty, 2 lutego 1983 roku, ukazał się w Krakowie pierwszy numer podziemnej gazetki Mała Polska jako dodatek do pisma Dzień wydawanego przez podziemną „Solidarność” na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Z biegiem czasu przez 6 lat ukazywania się Mała Polska stała się jednym z kilku podziemnych pism w kraju wychodzących regularnie i najdłużej wydawanych, a tym samym o najwyższej numeracji bieżącej – po wrocławskim Z Dnia na Dzień oraz warszawskich Wiadomościach i Woli. W okresie 1983-89 wyszło 291 numerów MP.

Byłem z Władysławem Masłowskim, krakowskim dziennikarzem, współzałożycielem Małej Polski i jej współredaktorem. Masłowski po ukończeniu prawa na UJ zaczynał pracę zawodową w Echu Krakowa, później w latach 70. i 80. pracowaliśmy razem w Ośrodku Badań Prasoznawczych w Krakowie, gdzie był moim szefem w Pracowni Analiz Zwartości Prasy. Masłowski był naczelnym MP, ja zaś – oprócz pisania tekstów – kierowałem niepodzielnie jej drukiem i kolportażem.

Na 40-lecie powstania Małej Polski warszawski tygodnik Do Rzeczy wydrukował tekst mojego autorstwa opowiadający historię pisma. Tekst zamieszczam poniżej.

MP-tekst-Do-Rzeczy-calosc-w-pdf-jpg2pdf-1

Jednak z myślą o naszej młodzieży, dla której nie istnieje świat bez telefonów komórkowych, komputerów, laptopów, drukarek i skanerów, postanowiłem taki właśnie świat pokazać.

Droga młodzieży, przysięgam, że świat taki istniał, i w takich warunkach wasi dziadkowie wypowiedzieli posłuszeństwo komunistycznemu reżimowi PRL, walcząc o „wolne słowo”. Robili to, drukując nielegalną „bibułę” z pominięciem państwowej cenzury, której zgoda musiała być na wszystko, co zamierzało się wydrukować w państwowej drukarni. „Bibuła” to  podziemne gazetki, za których wydawanie i rozpowszechnianie groziło więzienie. Taką właśnie podziemną „bibułą” była Mała Polska.

Nasza manufaktura wydawnicza stworzona w 1983 roku do zwalczania komuny działała regularnie i monotonnie. Mała Polska drukowana była ręcznie techniką sitodruku „na ramce” z tzw. matrycy białkowej. Matryca pisana była na maszynie do pisania, ale bez użycia taśmy barwiącej odbijającej czcionki na papierze wkręconym w maszynę. To powodowało, że metalowe czcionki maszyny wycinały obrys liter bezpośrednio w cienkiej, nieprzepuszczalnej bibułce, która po zapisaniu, umieszczana była na naprężonej na drewnianej ramce cienkiej tkaninie-sicie (jedwab, szyfon). Przez to sito i przez obrys liter wycięty w matrycy przyciskana była następnie farba drukarska przy pomocy wałka lub rakla, przenosząc drukowany tekst na podłożony pod ramkę papier. Ramka przytwierdzona była na zawiasach do stołu, wspomagana sprężyną odchylała się od jego poziomu o 90 stopni. Pod nią na stole leżał papier formatu A3. Po opadnięciu ramki z sitem i matrycą na papier drukarz wałkował „sito”, uprzednio nasycając je farbą drukarską.   

Wydruk odbijany był na arkuszach formatu A3 dwustronnie zadrukowanych. Najpierw drukowano stronę pierwszą całego nakładu. Arkusze wędrowały spod ramki z sitem na „suszak”, aby podeschły i przy druku drugiej strony nie brudziły niezadrukowanych arkuszy. „Suszak” to była drewniana ramka o wymiarach 120×30 cm, na której utworzono ze sztywnego drutu ok. 100 przegródek, gdzie trafiały wydrukowane arkusze odbierane ze stołu.

Wydrukowany arkusz A3 wymagał złożenia na połowę i przecięcia (numer pojedynczy formatu A4) albo złożenia na połowę bez przecinania (numer podwójny). Działo się to już poza lokalem, gdzie odbywał się druk. Cięcie wykonywano zwykłym nożem kuchennym.

Archaiczna już wtedy technika sitodruku z matrycy białkowej miała dwie podstawowe zalety: zapewniała bezpieczeństwo i regularność. W przeciwieństwie do będącego wówczas w użyciu elektrycznego powielacza białkowego z bębnem, na którym obracała się matryca przenosząca drukowany tekst na papier, druk z użyciem ramki był cichy, a urządzenia drukarskie tak proste, że nie mogły się nagle zepsuć.

Pierwszy numer Małej Polski – 23 lutego 1983

MP-nr-1-s.1-1

Z czasem matryca białkowa zastąpiona została „sitem” naświetlanym fotograficznie. Różnica polegała na tym, że obraz drukowanego tekstu przenoszonego potem z „sita” na papier, powstawał na „sicie”, które wcześniej powlekane było światłoczułą emulsją. Następnie do „sita” przykładano klisze fotograficzne z obrazem tekstu w skali 1:1, tzw. diapozytyw. „Sito” naświetlano w ciemni fotograficznej. Światłoczuła emulsja utwardzała się w miejscach nieprzykrytych przez czarny obrys liter na kliszy, a pod tym obrysem pozostawała miękka, co pozwalało wypłukać ją wodą. Dzięki temu farba drukarska – podobnie jak przez matrycę białkową – przenikała z „sita” na papier, dając drukowany tekst.

Świeżo wydrukowany numer MP przywożony był z lokalu-drukarni we wtorek wieczorem, a cięcie i pakowanie odbywało się w środę do południa. Trwało 3-4 godziny. Egzemplarze MP pakowano według rozdzielnika dostarczanego wcześniej dwuosobowej ekipie wykonującej cięcie. Rozdzielnik zmieniał się z tygodnia na tydzień, gdyż zmieniała się także liczba zamawianych numerów. Zamówienia pochodziły z kilkunastu punktów odbioru, z których każdy miał swój kryptonim i oznakowanie umieszczane na przeznaczonej dla niego paczce.

Kolportaż nowego numeru MP rozpoczynał się w środę po południu. Nakład rozwożono firmowym fiatem 126p, który podstawiany był na umówione miejsce przez „mechanika” opiekującego się nim przez pozostałe dni tygodnia. Samochód odbierał od niego dyżurny kierowca rozwożący w danym dniu MP po mieście. Odpowiednio oznakowane paczki ładował do samochodu, a następnie rozwoził do 15-20 skrzynek kolportażowych – prywatnych mieszkań we wszystkich rejonach Krakowa – od Śródmieścia i Krowodrzy po Podgórze i Nową Hutę. Stamtąd dopiero paczki trafiały do różnych zakładów pracy, środowisk i instytucji.

Ostatni numer Małej Polski – 27 lutego 1989

MP-ostatni-numer

Pierwszym samochodem firmowym MP był wysłużony mały fiat Masłowskiego. Podarował go firmie, gdy kupił sobie nowy samochód. Potem do rozwożenia „Małej Polski” zakupiony został drugi maluch, który zastąpił samochód poprzedni.

Cotygodniowy objazd wszystkich skrzynek kolportażowych trwał 4-5 godzin. Kierowca dostarczał do każdego punktu nowy numer MP, odbierał pieniądze za poprzedni i ewentualne zwroty. Trafiały też do niego informacje od autorów. Po zakończeniu objazdu kierowca odstawiał samochód w umówione miejsce, skąd zabierał go „firmowy mechanik”. Komuś innemu przekazywał pieniądze, zwroty i inne materiały otrzymane w punktach kolportażowych.

I tak powtarzało się to w kółko co tydzień przez sześć lat od lutego 1983 do marca 1989 roku.

Z czasem dopracowaliśmy się dwóch kompletów własnego sprzętu drukarskiego, kilku lokali udostępnianych raz w tygodniu na druk i cięcie nakładu  oraz kilkunastu mieszkań-skrzynek niezbędnych do sprawnego rozprowadzania po Krakowie Małej Polski, a przez pewien czas także drugiego naszego tytułu: Archiwum Współczesnego.

Kilka lat później, w 1994 roku, założyłem Krakowski Tygodnik Miejski Naprzeciw, wydawany przez specjalnie do tego powstałą spółkę z o.o. Zostałem redaktorem naczelnym tygodnika. Był on już drukowany w prawdziwej drukarni i na prawdziwych maszynach drukarskich. We wstępniaku zamieszczonym w pierwszym numerze przypomniałem Małą Polskę i jej twórcę Władysława Masłowskiego. KTM w sposobie redagowania i łamania przypominał trochę MP. Współtworzyli go ze mną ludzie z podziemnej Małej Polski: Ewa Ryłko, Ryszard Terlecki, Janusz T. Nowak.

Członkowie redakcji KTM „Naprzeciw” (stoją od lewej): Ewa Ryłko, Ryszard Terlecki, Wojciech Gdowski, Władysław, Tyrański, Iwona Podczerwińska; (siedzą): Piotr Poniedziałek, Jan Walczewski, Andrzej Szczerski

Nowe pismo nie miało odpowiedniego finansowania, co doprowadziło do zaproponowania gminie Kraków objęcia 51 proc. udziałów w wydającej go spółce z o.o., co też się stało. Ale i to okazało się niewystarczające. Tygodnik ostatecznie przestał wychodzić w listopadzie 1997 roku. Nie udał się mój plan chłostania biczem krytyki lokalnej władzy za jej własne pieniądze.

W jakimś stopniu spadkobiercą Małej Polski są też Wiadomości gminne Czernichowskie, także założone przeze mnie i przeze mnie wydawane. Aby się ukazały, dziś nie trzeba używać ani matryc białkowych, ani offsetowych. Jak widać, można czytać je w Internecie – w gminie, w Polsce, poza Polską i na antypodach. Taką gazetę wydawać może dzisiaj bez żadnej cenzury dosłownie każdy.

Droga młodzieży, to było 40 lat temu, świat nie do wyobrażenia dzisiaj.

Władysław Tyrański

Author: WgCZ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

59 + = 68