Proces radnego gminy Czernichów Roberta J. z Wołowic nie rozpoczął się – oskarżony zachorował

27 marca 2019 przed sądem rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy miał rozpocząć się proces Roberta J., radnego gminy Czernichów z Wołowic, wybranego w ostatnich wyborach samorządowych z listy Komitetu Wyborczego Wyborców Wspólna Gmina Czernichów, który zgłosił również kandydaturę Szymona Łytka na wójta gminy. Zarówno jeden jak i drugi wybory wygrał.

Są w jednej drużynie, co nie jest bez znaczenia dla całej sprawy, bowiem wójt w poprzedniej kadencji zlecał firmie żony radnego Krakus Bis z Wołowic wiele zamówień z wolnej ręki, przy których nie obowiązuje tryb przetargowy. W latach 2014-2015 łączna kwota tych zleceń wyniosła ponad 530 tys. zł. Krytykujący działania gminnych władz Jarosław Musiał, również mieszkaniec Wołowic, zwrócił się do krakowskiego CBA o zbadanie, czy zlecenia te nie są wynikiem zabronionego ustawowo dzielenia przez zlecającego jednego w istocie zamówienia na kilka mniejszych, aby jako oddzielne nie przekroczyły kwoty 126 tys. zł (30 tys. euro), co wyłącza je z trybu przetargowego. Prokuratura, do której ostatecznie trafiła sprawa, nie dopatrzyła się naruszenia ustawy.

Przy okazji wyszło jednak, że Robert J. podpisuje za żonę faktury i inne dokumenty dotyczące zleceń, jakie jej firma otrzymywała gminy. Pełnił zatem funkcję pełnomocnika tej firmy, co żona potwierdziła w prokuraturze, zaznaczając, że pełnomocnictwo to nie miało formy pisemnej, ale ustną. Nie zmienia to jednak faktu, że radny naruszył ustawę o samorządzie gminnym, która zakazuje radnemu danej gminy, zarówno przyjmowania wszelkich zleceń z tej gminy, jak i pełnienia funkcji pełnomocnika firmy, która takie zlecenia wykonuje. Co gorsza, Robert J. w swoich oświadczenia majątkowych radnego składanych corocznie w latach 2014-2017 konsekwentnie nie wykazywał pełnionej przez siebie funkcji pełnomocnika firmy Krakus Bis, poświadczając tym samym nieprawdę. Jest bez znaczenia, że pełnomocnictwo było tylko ustne.

To stało się podstawą aktu oskarżenia wniesionego do sądu przez krakowską prokuraturę na początku stycznia tego roku. Oskarżenie zabrzmiało groźnie, ponieważ za zarzucane radnemu przestępstwo z art. 231 par. 2 kk oraz art. 271 par. 3 kk grozi do 10 lat więzienia.

W dniu pierwszej rozprawy oskarżony Robert J. nie stawił się w sądzie, przedkładając stosowne zaświadczenie lekarskie. Być może rzeczywiście zachorował, ale jest też możliwe przy okazji, że to jakaś taktyka procesowa. Czyżby chodziło o odciąganie procesu do momentu przedawnienia przestępstwa? Takie przypadki są znane z naszej praktyki sądowej, chociaż wymagają sporego sprytu i zachodu. Pomagają też szczęśliwe zbiegi okoliczności. W tym przypadku może to być fakt, iż pierwsze oświadczenie radnego z potwierdzeniem nieprawdy złożone zostało przez niego dość dawno, bo 18 grudnia 2014 roku. Gdyby od tej daty liczyć 5 lat, czyli najkrótszy możliwy okres przedawnienia, to nastąpiłoby ono już 19 grudnia 2019, a więc za niecałe osiem miesięcy. Tyle w Polsce da się chorować pod oskarżeniem.

Nie wiemy jednak, czy radny ma taki plan, i czy jest on realny. Wiemy natomiast, że sam oskarżony stał się oskarżycielem w procesie cywilnym, jaki wytoczył wspomnianemu wyżej Jarosławowi Musiałowi, żądając przeprosin za niedopuszczalne zdaniem Roberta J. sformułowania użyte pod jego adresem przez Musiała w wydawanej przez niego gazecie oraz na stronie internetowej tejże gazety. Początkowo radny żądał także 10 tys. zł kary na rzecz LKS Piast Wołowice, ale z tego się wycofał. Sądowa proces cywilny jest na etapie odpowiedzi na pozew, pewnie pociągnie się długo, a kiedy się zakończy? Oby tylko nie po przedawnieniu się przestępstwa radnego Roberta J.                    (wt)

Author: WgCZ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

+ 38 = 47